2011-06-20 09:14:05
Swan
W sytuacji pojawienia się komplikacji zwiększających koszt świadczenia, nagminne jest przerzucenie kosztów na inny podmiot, głównie publiczny, co prowadzi do nieefektywności w finansowaniu świadczeń. Oceniając skuteczność dostępnych suplementarnych prywatnych ubezpieczeń na wypadek choroby, trzeba dojść do wniosku, że jest ona kategorycznie zbyt niska. Zakres ochrony ubezpieczeniowej w zasadzie obejmuje świadczenia ambulatoryjne, a norma tych usług nie zawsze jest wyższy niż analogicznych usług świadczonych publicznie. Efektywność, biorąc pod uwagę na kłopoty z przewidzeniem faktycznej szkodowości (priorytetowo w dłuższym terminie) i wciąż ograniczony underwriting, także wydaje się dość niska. Analizując komplementarne ubezpieczenia prywatne według kryterium skuteczności i efektywności, trzeba zauważyć, że osiągnięcie satysfakcjonującej skuteczności wiąże się ze znaczącym interwencjonizmem państwa. W Polsce rozwojowi ubezpieczeń komplementarnych sprzyjałoby wprowadzenie współpłacenia za usługi medyczne.Dylematy zdrowotne większości zatrudnionych przekładają się na co najwyżej wiele dni nieobecności w pracy. Prawdziwy kłopot pojawia się w sytuacji bardziej poważnych schorzeń. Dzisiejsza medycyna jest na takim poziomie, że spora większość chorób można wyleczyć we wczesnym stadium. W tym momencie z tego powodu tak istotne są badania okresowe pracowników. Ministerstwo Zdrowia zaproponowało, ażeby pracujące kobiety w trakcie badań wykonywanych w ramach medycyny pracy poddawały się też mammografii i cytologii. Ministerstwo stawia na profilaktykę nowotworową – wszystko z powodu dużej umieralności kobiet na raka piersi i szyjki macicy. Statystycznie na tę pierwszą chorobę zachoruje co 16 Polka. Co istotne, nowotwór ten we wczesnym stadium często udaje się wyleczyć, ale największym dylematem jest przekonanie Polek do badań profilaktycznych. Dlatego wprowadzenie mammografii i cytologii do katalogu badań dokonywanych w ramach medycyny pracy ma swoje uzasadnienie. Na wstępie MZ zastrzega, że akurat te badania finansowałoby NFZ, a nie pracodawca. Z drugiej strony Pracodawcy RP, którzy uznają profilaktykę nowotworową za jak najbardziej słuszną, wyrażają jednakże niewątpliwe obawy co do sensowności tych badań w ramach medycyny pracy. Obowiązkowe badania nie obejmą natomiast kobiet pracujących na wsi, a również kobiet, które zrezygnowały z kariery i poświęciły się wychowywaniu dzieci , a ponadto uprawnionych do emerytury lub renty. Dodatkowo nowe regulacje dotyczą jedynie pracownic zatrudnionych na bazie stosunku pracy, wyłączone są zatem kobiety wykonujące pracę w ramach umów cywilnoprawnych, a również prowadzące swoją działalność. Zdaniem Pracodawców RP funkcjonowania zmierzające do zwiększenia profilaktyki zdrowotnej pracujących kobiet powinno się oceniać pozytywnie. Szkoda wyłącznie, że nie posiadają one charakteru powszechnego. Dyskryminacja ze względu na status zatrudnienia jest w tym wypadku niczym nieuzasadniona. Resort zdrowia powinien się raczej skupić na akcjach propagujących profilaktykę nowotworową a nie przymuszać pracownice do badań. - Dopóki nie zmieni się świadomość Polek w kwestii chorób nowotworowych, narzucanie gotowych rozwiązań będzie nieskuteczne - zauważają eksperci Pracodawców RP. Do rzecznika praw obywatelskich (RPO) wpływają skargi rolników poza tym prowadzących firmy, którzy są ubezpieczeni w KRUS. Mężczyźni i kobiety te posiadają problemy z uzyskaniem jednorazowego świadczenia w wypadku ujawnienia się choroby zawodowej. Muszą bowiem udowodnić, że ich choroba ma związek z pracą na roli. Czasem nieprosto jest udowodnić. Z tego powodu od dawna domagamy uporządkowania przepisów o ubezpieczeniach wypadkowych. Ten absurd prawny stwarza, że rolnicy obawiają się zakładać działalność gospodarczą – mówi Władysław Serafin prezes Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. Sprawę ponadto komplikuje fakt, że przedsiębiorczy rolnicy nie są również chronieni przed skutkami chorób zawodowych wywołanych czynnikami aktualnymi przy wykonywaniu działalności gospodarczej. Dlatego RPO w wystąpieniu skierowanym do Jolanty Fedak, ministra pracy i polityki społecznej zwrócił więc uwagę, że podleganie ubezpieczeniu wypadkowemu z tytułu prowadzenia firmy również nie daje wystarczającej ochrony ubezpieczeniowej przed skutkami chorób zawodowych występujących w gospodarstwie rolnym.